Każdy z Was szukając samochodu musiał wiele razy wysłuchiwać mniej lub bardziej bzdurnych powodów, dla których ktoś decyduje się wystawić auto do sprzedania. Te historyjki są przeróżne. Zazwyczaj zanim ktoś zacznie mówić, wiem już co usłyszę. Wiadomo, że część z tych powodów jest jak najbardziej prawdziwa, ale jeśli wszystkie powtarzają się do bólu, to nie pozostaje mi nic innego, jak włożyć je do "jednego wora" i wyśmiać.
Więc uwaga, uwaga! Pierwszy i orygianalny, niepowtarzalny powód sprzedaży używanego samochodu to ... dodam tylko, że na sto rozmów, w dziewięćdziesięciu pieciu z nich pada to stwierdzenie... (dodam też, że na pewno nikt się go nie spodziewa i będzie to niesamowitym zaskoczeniem ... ten pierwszy powód sprawia, że emerytury będziemy dostawać pośmiertnie, że szkoły podstawowe, gimnazja i średnie są już zamykane, a niebawem do bram wszelkich prywatnych "harvardów" i "sorbon" zapukają kordony komorników po krzesełka, ławki, rzutniki...). Ten powód, to oczywiście ... wyjazd za granicę.
Obecnie na Allegro jest wystawionych około 280 tys. samochodów osobowych. Gdyby przyjąć, że tylko połowa ze sprzedających "jedzie za granicę do pracy", a auto sprzedaje się średnio przez miesiąc, dałoby nam to imponującą liczbę uciekających z naszego, jakby nie było, "Mlekiem Prawdziwym" i miodem sztucznym płynącego kraju. A jeszcze są tacy, co jadą, a auta nie mają, więc nie mieszczą sie w moich "otomotowo-allegrowych" statystykach. Za kilka lat liczba ludności w kraju spadnie do takiego poziomu, że spokojnie pomieścimy się wszyscy w jednym województwie. No i zdechnie Obowiązkowa Piramida Finansowa, czyli ZUS (choć to już chyba nie istnieje, tylko uparcie wpłaty przyjmuje).
Kiedyś kupowałem Vectrę od gościa, który "na następny dzień wyjeżdżał do Niemiec za pracą". W trakcie moich oględzin podszedł do nas sąsiad przyszłego emigranta i pyta go, coż tak szybko auto przedaje. Na co ten, zakłopotany, jakże się męcząc, mrugając niepostrzeżenie do sąsiada, odpowiada, że oczywiście - jedzie za granicę.
- A.. do Anglii?
Pyta tamten nieśmiało.
- Nie, do Niemiec!
- A co z robotą? Zwalniasz się?
Sprzedający burknął zagotowany i bezradny, bo sąsiad bystrością nie błysnął i nie dojrzał tajemnych znaków:
- Na kontrakt przecież jadę! Z roboty mnie wysyłają!
I macha łapą, myśląc, że niezauważony, by tamten spadał.
Tak to większość ze sprzedających auta wyjeżdża "na roboty" do Niemiec, Anglii, Holandii... Chyba nie ma kraju, o którym bym już nie słyszał. I każdy oczywiście z bólem sprzedaje swój "idealny" samochód. I gdyby nie ten wyjazd, to nigdy by się nie zdecydował ... A im większa zakamuflowana kupa złomu, tym większa ściema.
Powód sprzedaży numer dwa należy do tych bardziej pomysłowych. Tutaj już mamy fabułę i grubszą intrygę. Jak nic, zaczynam czuć się, jakbym brał udział conajmniej w "S jak sprzedaż". Królem i mistrzem intrygi jest tu dla mnie gość, który chciał mi "pocisnąć" Mazdę 121. Koleś użył sformułowania " to jest taki mały, miejski zapie#dalacz", tylko nie wiem, czy mówił o Mazdzie, czy o sobie (w sumie do koszykarza trochę mu brakowało). Otóż Mazdę kupił żonie, ale ona zdradziła go i (tu cytat) "puściła się" z jego najlepszym kolegą, więc on się rozwodzi, a jej auto zabrał i je sprzedaje, bo mu się źle kojarzy...
Przyjechał do nas z jakąś dziewczyną, do której w sposób tak naturalny, że prawie mnie przekonał, zwracał się per "siostra", czasem tylko mrugając okiem, żeby "siostra" pamiętała, że teraz jest "siostrą". Cały ten kamuflaż, być może miał na celu odwrócenie uwagi od tego, że "niby-właściciel" nie miał żadnych dokumentów od samochodu. Uparcie twierdził, że przecież nie trzeba dowodu rejestracyjnego, bo na planecie Melmac, by zarajestrować Mazdę 121 wystarczy pokazać w urzędzie kartę Vitay i umowę kupna sprzedaży Mazdy ... 323, którą to umową wymachiwał mi przed oczami. No cóż... prawie mnie przekonał. Przyznajcie sami - brzmiało to wiarygodnie.
Tak więc kolejnym powodem, choć rzadszym niż wyjazd, jest rozwód, zdrada, nienawiść. Jose Fernandez w spazmach, ze łzami w oczach pozbywa się wszystkiego, co kojarzy mu się z Conchitą "Już Nie Fernandez".
Jednym z moich ulubionych przypadków jest ten, w którym nasz zwykły Kowalski (wróćmy już z Rio de Janeiro) musi sprzedać auto, bo mu się powiększa rodzina. W sytuacji kiedy pozbywa się małego samochodu, oczywiście rozumiem i wierzę, ale miałem kilka przypadków w "karierze", kiedy ktoś sprzedawał VW Sharana, Voyagera lub podobnej wielkości auto, motywując to tym, że dziecko w drodze i trzeba kupić coś większego. Zawsze wydawało mi się, że taki dzidziuś waży około 3 kg i powoli rośnie, a samochód typu VW Sharan/Ford Galaxy spokojnie wystarczy dla rodziny z dwójką, trójką dużych już dzieci. Jak widać - byłem w błędzie. W takiej sytuacji ja od siebie mogę polecić rozrastającym się rodzinom choćby taki oto sprzęt (patrz zdjęcie) - komfortowy, pojemny, bezpieczny i niezawodny.
| Dla Ciebie, dla rodziny... |
Odpada problem z pompowtryskami, kołem dwumasowym, zmienną regulacją turbiny. Wiele problemów zjadających sprzedawanego właśnie minivana nigdy nie będzie miało miejsca. A po zamontowaniu z tyłu łóżek polowych, maleje ryzyko, że Urząd Marszałkowski będzie sprowadzał nas z wakacji. Widzę w tym potencjał.
To oczywiście tylko wycinek z różnych historyjek produkowanych przez sprzedających auta. Może jeszcze kiedyś jakąś opiszę. Oczywiście są przypadki, gdy te powody są prawdziwe, ale niestety - tak jak z handlarzami, którzy zapracowali sobie na to, by im nie wierzyć, tak prywatni sprzedający dbają o to, by ich historie jednym uchem wpuszczać i natychmiast drugim wypuszczać.
Najbardziej lubię, kiedy ktoś jako powód sprzedaży powie mi wprost, że auto się sypie, a on ma już dosyć dokładania do niego. I z drugiej strony - nie lepiej powiedzieć po prostu, że samochód sprzedaję "bo tak" i już? Przecież nikt nie ślubuje automobilowi wierności, aż po grób...



